fbpx

     Już ponad rok jako kocia mama zabierałam się do rozpoczęcia pisania bloga. Częściej namawiałam innych do opisywania swoich historii gdyż u mnie codzienne sprawy i zabiegany tryb życia jakoś nigdy nie pozwalał by się zebrać w sobie i móc zacząć pisać.  Sami widzicie, że dochodzi druga w nocy a ja dopiero siadam do komputera…. Ale dzisiejszy dzień i emocje z nim związane zmobilizowały mnie do podzielenia się nimi z Wami. Nie wiem  czy zastanawialiście się kiedyś co to jest Dom Tymczasowy i jaką pełni funkcję. Otóż Dom Tymczasowy to miejsce w którym kot przebywa do momentu adopcji. „Azyle” tego rodzaju zapewniają schronienie zwłaszcza takim kotkom, które potrzebują stałej opieki, leczenia i lepszych warunków do życia. Nie od dziś wiadomo, że zwierzę otoczone miłością i ciepłem szybciej wraca do zdrowia. Dom Tymczasowy w moim odczuciu to wspaniała inicjatywa dzięki której można realnie przyczynić się do poprawy losu bezdomnych zwierząt. Zapewniając dobre warunki dom tymczasowy pozwala nie tylko w powrocie do zdrowia ale także pomaga uporać się z traumą po przykrych wydarzeniach oraz znaleźć prawdziwy, stały dom.  Prowadzenie Domu Tymczasowego to nie tylko fajna zabawa z kotkiem i słuchanie jego głośnego mruczenia. To także masa obowiązków i poświęcanie swojego wolnego czasu. Czasami całe nasze mieszkanie może stać się bardziej podporządkowane pod koty niż pod nas samych. Chore zwierzęta mogą wymagać kwarantanny a nieśmiałe i płochliwe odpowiednio zaplanowanej socjalizacji.

 

Nasz domowy Dom Tymczasowy

     Prowadząc Dom Tymczasowy musimy liczyć się z częstszymi wizytami w lecznicy. Nasz wolny czas mogą pochłonąć rehabilitacje, podawanie leków oraz socjalizacja. To wszystko wymaga ogrom czasu i cierpliwości. Nam osobiście prowadzenie Domu Tymczasowego nie tylko w kawiarni ale i w naszym prywatnym mieszkaniu daje morze satysfakcji i radości. Patrzenie na zwierzęta które nabierają sił do życia, które zaczynają nam ufać i dają się dotykać wynagradza wszelkie trudy. Oczywiście zdarzają się takie koty, które łapiąc na kastracje zostają dzikuskami i żadna socjalizacja ich nie zmieni i po zabiegu, podaniu leków wypuszczamy w miejsce bytowania gdzie regularnie są dokarmiane. Większość kotków, które do nas trafiają zostają z nami jednak na dłużej i to o nich też będziemy Wam wspominać w postach na blogu. Ale dzisiejszy wpis i emocje z nim związane dotyczą ostatnich dni. Trudnych przede wszystkim dla mnie. Kociaków oddanych do adopcji przez mój dom przewinęło się już prawie 200, i nie piszę o tym żeby się chwalić czy nabijać statystyki ale też mam uczucia i nie było chyba u mnie kota z którym bym nie nawiązała więzi i którego bym nie pokochała.

 

     Owszem pojawiają się takie „tymczasy” które bardziej się przywiązują do opiekunów i czasami ich proces leczenia jest tak długi, że ich zasiedzenie w takim domu spowodowałoby ból zmianą otoczenia. W domu mamy już 5 takich „tymczasów”, które z nami zostały i kocham je całym sercem. Ale coraz częściej staram się kierować zdrowym rozsądkiem i tłumaczę sobie, że lecząc i oddając kociaki w dobre ręce będę mogła zrobić więcej i dać możliwość znalezienia domów następnym. W naszym mieszkaniu średnio w każdym miesiącu jest 10 czasami 12 kotków i drugie tyle mieszka w kawiarni.

Bella po sanacji jamy ustnej.

       Chcąc oddać koty w dobre ręce mamy stworzoną ankietę adopcyjną, kociaki zawozimy do domów sami i tam tez podpisujemy umowę adopcyjną. Oczywiście łatwiej wejść na olx, pokazać palcem kota na ekranie i go odebrać. Nigdy nie starałam się oceniać ludzi po tym co mówią. Zdarzało się, że oddawaliśmy kociaki do domów, gdzie na wyprawkę kupowali whiskasa ale rozmowa o dobrej karmie i ich miłość i zaangażowanie pozwalała nam zaufać,że są w stanie wszystkiego się nauczyć.

     Dom wychodzący czy nie…. Opiekowałam się latem czwórką dzikiego rodzeństwa. Przetrwaliśmy przez koci katar, potem dwumiesięczna socjalizacja. Kiedy oddawałam je do adopcji okazało się, że nie zdążyli zabezpieczyć balkonu chodź siatka była już kupiona. Kotki zostawiłam, wsiadłam do samochodu i się rozpłakałam. Bardzo się o nie bałam.

     Kocięta są bardzo szybkie, wystarczy chwila nie uwagi pod nogami, spadający liść z drzewa i kociak morze wśród nas zabraknąć. Zanim ruszyłam jeszcze raz zadzwoniłam do nowych rodziców którzy obiecali wszystko nadrobić. Gdybym je wtedy zabrała pozbawiłabym je domu. A mieszkają już w nim kilka miesięcy i na przesyłanych zdjęciach widać jak bardzo są szczęśliwe. Czasami trzeba zaufać sercu a nie tylko wytyczonym procedurom nawet jeśli się je samemu ustala. Za tą adopcją przemawiała do mnie wtedy ankieta przez którą przemawiała miłość i chęć dania prawdziwego domu.

     Ja dziś chciałam opisać Wam białaski, które przed weekendem pojawiły się na naszym Facebooku. Jedno zdjęcie a telefon dzwonił co minutę. To było bardzo przykre gdyż tyle innych kociaków czeka u nas na dom nawet pół roku 🙁 Nie oceniam ludzi, którym marzy się jeden jedyny kolor umaszczenia ale czy nie uważacie, że fajnie byłoby poznać zwyczaje , przyzwyczajenia i charakter nowego członka rodziny? Ankiet przyszło bardzo dużo ale tylko nie liczni pofatygowali się na rozmowę osobiście. Wybrałam dwie rodziny. Jedna była gotowa na adopcję trzech ale jedna z kotek wydawała się mniej zżyta i uznałam, że mogę oddać ją na dokocenie do drugiego domu. Dziś do nowego domu miały jechać dwie z sióstr a trzecia miała trafić do domu w piątek. Spakowałam dziewczynki w transporter i rozpoczął się dramat ! Trzecia, która została zaczęła płakać i skakać po klatce jak „opętana” . Szybko ją wyjęłam, przytuliłam a ona podbiegła do transportera z siostrami…Miałam łzy w oczach..mój mąż przyszedł i spytał „nie jedziemy? ” myślał, że ludzie zrezygnowali a moje łzy nie były łzami rozczarowania tylko wzruszenia.. Wiedziałam, że jak zabiorę je we trzy to ten drugi dom będzie rozczarowany i zły ale serce było silniejsze i w tym momencie ich szczęście było ważniejsze.

     Dziewczynki dziś spędzą noc z nowymi rodzicami. W wymianie wiadomościami pojawiło się już zdanie, że się bardzo cieszą bo w mieszkaniu zrobiło się wesoło i tego im brakowało. Pani do której kotka nie pojedzie napisała mi dziś żebym zadała sobie, nie jej, pytanie „czy jestem dobrym człowiekiem?” Tak więc dawanie domu tymczasowego to ogromna satysfakcja z czynienia czegoś dobrego ale także ogromna odpowiedzialność, często żal i pretensje ludzi ale i radość z każdego otrzymanego zdjęcia i dobrej wiadomości, że adopciakom w domach jest dobrze i że są kochane.
Chętnie poczytam komentarze z Waszymi doświadczeniami mam nadzieję, że każdy kolejny wpis pozwoli nam wszystkim nauczyć się od siebie czegoś nowego.

 

Kocia Mama

Białaski - główni inicjatorzy dzisiejszego wpisu 🙂

Najbardziej kocią kawę znajdziesz w